piątek, 30 maja 2014

Rozdział 6.


~*~

Pierwszy dzień w szkole zawsze bywa trudny.Wiem to z doświadczenia.Kiedy byłam mała podróżowałam z mamą po świecie kiedy tata na to zarabiał w wielkiej firmie korporacyjnej.Co się zaprzyjaźniłam z kimś zawsze jechaliśmy do innego kraju.Moje życie momentami było trudne, ale nie narzekam.Szłam drogą do szkoły w której miałam się od dzisiaj uczyć.Lily mi towrzyszyła i ciągle mówiła o ludziach w szkole.Straszna z niej papla.Zadzwonił dzwonek, a po chwili wszyscy uczniowie weszli do klas.Usiadłam w pustej ławce.Widziałam spojrzenia Matthewa.Nie miałam ochoty z nim rozmawiać.Myślałam, że on czuje to samo co ja do niego.Skrzywdził mnie.Zawsze moją wadą było to, że tak szybko komuś zaczęłam ufać.
-Panno Jons może się pani przedstawi?
-Po co?Już mnie pani przedstawiła.
-Oh...Te durne dzieci.-szepnęła nauczycielka pod nosem.
W połowie lekcji wszedł przystojny chłopak o ciemnych blond włosach.Usiadł obok mnie.Uśmiechnął się do mnie nie pewnie, a ja to odwzajemniłam.Zobaczyłam w jego niebieskich oczach coś czego nigdy u nikogo nie widziałam.
-Jestem Zack Branson..-podał mi swoją dłoń, którą po chwili uścisnęłam.
-Jak już pewnie wiesz jestem Mia Steward.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedział, a ja na niego spoglądnęłam.
-Nie lubie jak ktoś mi słodzi.
-Przepraszam.
-Ależ nie ma za co.
-Czyli mam jeszcze jakąś szansę żeby być Twoim kumplem.
-Oczywiście.-zaśmiałam się, a wtedy usłyszałam dzwonek.Ucieszył mnie ten dźwięk.Następną lekcje mieliśmy w bibliotece.Jedną z moich pasji było czytanie więc uszczęśliwiło mnie to.Usiadłam na miękkim fotelu obok Zacka i Lily.Okazał się być na prawdę ciekawą osobą.Dużo śmiechu wśród dobrych osób pomagało mi zapomnieć o Matthewie.Okazał się być dupkiem.

środa, 28 maja 2014

Rozdział 5

~*~
Ojciec ucieszył się, że przyjechałam tak szybko.
-Chcę naprawić stosunek między nami.Wiem, że wolisz ode mnie Richarda, ale chciałbym się postarać.-powiedział bardzo poważnie.
-Mogę z Tobą zamieszkać i chodzić tutaj do szkoły?
-Będzie mi na prawdę bardzo miło.
-Kocham Cię, tato.
-Ja Ciebie też córeczko.Zaproś tego Matthewa do siebie bo ja muszę coś załatwić na mieście.
-Tato muszę Ci coś powiedzieć.
-Tak?
-Mama jest w ciąży.
-Rozwiedliśmy się mi życzę Twojej mamie jak najlepszego życia.
-Brakowało mi Californi.
-O dziwo miło mi to usłyszeć właśnie z Twoich ust.A teraz muszę już iść.
Ubrałam bikini i wyszłam z domu.Udałam się na plażę, która była pokryta dużą ilością ludzi.Rozłożyłam koc i zaczęłam się opalać kiedy nagle poczułam czyjąś obecność.
-Mogę?Zapytał blondyn z niebieskimi oczami, rozkaładając ręcznik.
-Jasne.
-Czy mi się nie wydaje, że my się znamy?
-Nie wydaje mi się.-nagle obok mnie pojawił się Matthew czule mnie przytulił i złapał za rękę.Poprowadził mnie do wody i wziął na ręcę.Wtedy mogłam zobaczyć w jego oczach uczucie, którym mnie dażył.Nie była to miłość, albo przyjaźń idealnie opisuje to zauroczenie.Czasami myślę czy tak na prawdę do siebie pasujemy...On jest z innego świata, nie umie okazywać uczuć.Lubię wiedzieć na czym stoje.
-Matthewa kim my jesteśmy?Przyjaciółmi, parą, a może zwykłymi znajomymi?-zapytałam idąc po złocistym piasku.
-Mia, wiesz, że to jest dla mnie trudne.
-Co jest dla Ciebie trudne?Chciałabym po prostu wiedzieć kim dla Ciebie jestem.
-Jesteś dla mnie ważną osobą, ale nie umiem określić czy jesteśmy parą.
-W takim razie już idę.Żegnaj.-powiedziałam oschle i zawróciłam w drogę do domu.Myślałam, że na prawdę coś dla niego znaczę, myliłam się.
~*~
Za tydzień miał zacząć się kolejny rok szkolny.Nowa klasa, nowi ludzie.Na całe szczęście będę do klasy chodziła z Lily i Matthewem.Nie rozmawiam z nim od tamtej rozmowy.Ciągle go unikam.Nie mam zamiaru znowu się na nim zawieść.
Poszłam pomóc tacie na latarni kiedy nagle wpadł na mnie Matthew.Spojrzałam na niego i podeszłam do Marca.Nasze usta zaczęły się zbliżać,a po chwili pojednały się w soczysty pocałunek.Matthew do nas podbiegł i walnąl z całej siły Marca w twarz.Mój towarzysz mu oddał i poszedł w stronę pokoju mojego ojca.Lekko przejechałam po ranach na twarzy Matthewa.
-Co Ci trafiło do głowy?!-krzyknęłam w jego kierunku.Spojrzał na mnie i wytarł krew spływającą po jego policzku.
-Nie żartuj, że jesteś zazdrosny o Marca...-powiedziałam kpiąco.
-Po prostu nie umiem na Was patrzeć, razem.
-Nie wiem czy pamiętasz, ale nie wiesz kim dla Ciebie jestem więc mogę robić co chcę.-powiedziałam oschle.
-Mi nadal na Tobie zależy.
-Ale mi na Tobie już przestało.
-Wiem, że czujesz coś innego.Nie okłamuj samej siebie.
-Tak dla Twojej wiadomości z Marcusem nic mnie nie łączy.A do tego co czuje to moja sprawa.-wybiegłam z budynku i udałam się do miejsca, które zawsze pomagało mi w przemyśleniu wszystkiego.


piątek, 23 maja 2014

Rozdział 4

~*~
Wstałam około siódmej nad ranem.Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze mi rzeczy i po cichu zeszłam na dół.Zakładałam buty gdy nagle usłyszałam głos mojego ojca.
-A gdzie ty się moja droga wybierasz?-spytał zaspany.
-Matthew jedzie odwiedzić rodziców i zabiorę się z nim.Chciałabym się zobaczyć z mamą i Richardem.-wiedziałam, że to imię budzi w nim wielką złość.
-Jasne.Do zobaczenia.
-Cześć.
Wyszłam z domu i na moje nieszczęście zobaczyłam wielki motocykl, którego tak bardzo się bałam.
-Witaj, śliczna.-zszedł z pojazdu i dał mi czułego buziaka w usta.Założyłam kask i wsiadłam na motor.Ruszyliśmy z piskiem opon.Co raz bardziej przyzwyczajałam się do jazdy.Stanął pod moim domem rodzinnym.
-Wejdziesz do środka?
-Nie, dzięki.Wracam jutro po południu.Przyjechać tutaj po Ciebie?
-Jasne.
Podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie na pożegnanie.Lekko się uśmiechnęłam.Nagle z domu wyszła poddenerwowana mama.
-Mamo!-krzyknęłam szczęśliwa.
-Mia!Co ty tu robisz?Przecież miałaś być u ojca.
-Przyjaciel jechał do rodziców w okolicy i postanowiłam, że Was odwiedze.
-Ja idę do sklepu, zaraz przyjde.Idź się przywitać z Richardem.
-Okey.
Weszłam do środka i zobaczyłam, że narzeczony mojej matki jest w swoim gabinecie.Podeszłam do niego i walnęłam lekko w ramie.
-Jejku!Ale mnie przestraszyłaś.
-Cześć Richard mi Ciebie również miło widzieć.
-Nie wytrzymałaś już z ojcem?
-Nie mów tak.Stara się.
-Przepraszam.Stephanie robi dzisiaj kolacje zaproś swojego kolege, który cię tutaj przywiózł.
-Richard, skąd ty to wiesz?
-Mam oczy.
-Jak widać za duże.
-Usiądź w kuchni zaraz tam przyjdę.
-No dobrze.
Usiadłam na krześle i podziwiałam każdy samochód, który właśnie przejeżdżał.Nagle moją uwagę zwrócił Mike - mój były.Postanowiłam, że przywitam się z nim.Utrzymujemy dobre kontakty jak na swoich eks.Podeszłam do niego i stanęłam na przeciw.
-Cześć.-powiedziałam uśmiechnięta.
-Podobno miałaś być w Californi.
-Przyjechałam na jeden dzień.
-Może wyszlibyśmy gdzieś wieczorem na jakąś imprezę.
-Wiesz nie chciałabym żeby mój chłopak coś sobie pomyslał.
-Nie wiedziałem, że kogoś masz.Muszę już lecieć.-powiedział i odszedł.
To było głupie.Jak mogłabym iść na imprezę z byłym...Wróciłam do domu, a moja mama już była.
-Musimy Ci coś powiedzieć wraz z Richardem.-powiedziała mama.
-Powiemy jej na kolacji.
-Ja bym wolała teraz nie chcę mówić wszystkiego przy tym chłopaku.-dopowiedziała.
-W takim razie, słucham?
-Jestem w ciąży, będziesz miała rodzeństwo.I planujemu ślub za dwa tygodnie.-przez chwilkę myślałam co powiedzieć, aż nagle wykrztusiłam z siebie to co chciałam.
-Gratulacje.-powiedziałam i wróciłam do swojego pokoju.Nie wiedziałam, że będę miała rodzeństwo...Usłyszałam, że dzwoni mi telefon odebrałam go.
-Mia muszę dzisiaj wracać do Californi jedziesz ze mną czy jutro po Ciebie przyjechać?-powiedział Matthew.
-Spotkamy się o 17:00 przy moim domu.
-Do zobaczenia.
Teraz wiedziałam, że muszę podjąć taką, a nieinną decyzję

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 3

Po piętnastu minutach biegu sprintem usiadłam pod dużym drzewem.Wysiłek fizyczny zawsze pomagał mi w wytrzymywaniu wszystkich problemów.Bieganie było czymś co kocham i nikt mi tego nie mógł zabrać.Nagle zadrżało mi coś w kieszeni spodni.Wyciągnęłam telefon i kiedy zobaczyłam, że dzwoni moja mama ,odrzuciłam połączenie.Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.Nie nawidziłam takich sytuacji jak teraz.Nie wiedziałam jak się zachować.Zobaczyłam, że obok mnie siedzi Matthew.Wstałam z ziemi i ruszyłam w drogę powrotną.Chłopak podbiegł do mnie i oparł mnie o drzewo.Przybliżył się do mnie.Zaczął całować mój kark, a potem usta.Jeszcze nigdy nie całowałam się tak namiętnie.Zawiesiłam ręce na jego szyji i pieściłam delikatnie jego ciemne włosy.Nigdy bym nie pomyślała, że będziemy się całowali w lesie.Po długim czasie pełnym pocałunków przerwałam tą cudowną chwile.
-Nagle zmieniłeś zdanie?-spytałam nadal oparta o drzewo.
-Nie mów nic.-szepnął i obdarował mnie jeszcze jednym, tym razem czulszym pocałunkiem.Złapał moją dłoń i splotł ze swoją.Poszliśmy do domu mojego ojca.Zaprowadziłam go do mojego pokoju.Położyliśmy się na łóżku i włączyliśmy film.Nie umiałam się skupić na akcji, która się rozgrywała.Cały czas nie umiałam uwieżyć w to, że Matthew jest taki namiętny.
-Oglądasz ten film?-spytał.
-Tak...Znaczy nie.-odpowiedziałam.
-Co się dzieje?
-W sumie nic.Po prostu się w Tobie zakochałam.
-Ty mi też się podobasz, Mia.
-Mia, gdzie jesteś?!-usłyszeliżmy krzyk ojca.
-O cholera.-wstałam z łóżka i szybko się ogarnęłam.Wyszłam zza drzwi i zobaczyłam tatę.
-Nie było Cię przez dłuższy czas, gdzie biegałaś?-zapytał.
-Tutaj w okolicy, w lesie.-nagle zza drzwi mojego pokoju wyszedł Matthew.
-Dzięki Mia za miło spędzony ranek.Do zobaczenia.-powiedział i wyszedł.
-Co to ma znaczyć?-zapytał zmieszany ojciec.
-O co ci chodzi?-krzyknęłam wkurzona.
-Mia jesteś za młoda na chłopców.
-Najlepiej chciałbyś żebym była starą panną?!
-Córeczko ty mnie nigdy nie rozumiesz.
-Mam Ciebie dosyć!
-Uspokój się!
-Daj sobie spokój.Nigdy Ci nic w życiu nie wychodzi!-wróciłam do pokoju trzaskając drzwiami.Cała się trzęsłam ze złości.Nienawidziłam go!Nawet z Richardem się lepiej dogadywałam.
~*~
Usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju, a po chwili uchylanie drzwi.
-Chciałbym z Tobą porozmawiać.-oznajmił opanowany ojciec.Nie odezewałam się po co miałabym znowu nie wytrzymać emocji.
-Naprawdę nie chciałem Cię urazić.
-Ale tato...Ja i Matthew jesteśmy tylko przyjaciółmi, jeśli o to Ci chodzi.
-Masz rację, czasami nie wiem dlaczego,ale tak bardzo się o Ciebie boję. .-chcąc mu już wszystko wygarnąć, powstrzymałam się.
-Pomóc Ci w czymś na latarni?-zapytałam zmieniając temat.
-Wiem co Ci chodzi po głowie.Zobaczenie się z Matthewem.
-Wcale nie, tato.
-No dobrze poproszę Marca żeby poinstruował Cię co masz robić.
-Jak tam sobie chcesz.
Poszłam za ojcem do starego budynku.Poczekałam przy wejściu i patrzałam jak ojciec rozmawia z przystojnym blondynem o brązowych oczach.Podszedł do mnie.
-Cześć jestem Marc Hoswer, miło mi Cię poznać.-podeszłam do niego.
-Mia.
-Muszę poopowiadać zwiedzającym kilka historyjek.
-Okey to ja posłucham.
On był taki nudny...Przez drogę do odpowiedniej sali mówi do mnie o jakiś spadochronach i kolacji.
-To jak umówisz się ze mną na spadochrony?-zapytał Marc.
-Nie dzięki mam lęk wysokości.-skłamałam.Zobaczyłam, że po sąsiedniej stronie idzie Matt.Po cichu poszłam za nim.
-Co ty tu robisz?-spytał zdziwiony moją obecnością.
-To latarnia mojego ojca.
-Zapomniałbym.
-Wiesz co ten Marc jest strasznie przynudzający.
-Hmm...Wiem o tym.
-Wiesz, że nawet zaprosił mnie na randkę?
-I co zgodziłaś się?
-Wahałam się, ale skłamałam mu, że mam lęk wysokości.
-Nigdy go nie lubiłem.Może spotkamy się wieczorem.
-No nie wkniem.Ojciec mi rano niezłe wykłady dawał.
-Chodziło mu o mnie?
-Nie.Chodził o nasze relacje.Lepsze mam z ojczymem niż nim.
-Jutro jadę odwiedzić rodziców do Nevady podwieźć Cię do mamy?
-Jak byś mógł...
-Zrobiłbym wszystko dla ciebie.


sobota, 17 maja 2014

Rozdział 2

-Za naszą przyjaźnią.
Za codziennymi rozmowami.
Za tym, że mogłam ci powiedzieć wszystko co miałam na języku.
A najbardziej za tym co nas łączyło.-dodałam po chwili.
-Nie wiem co powiedzieć, Mia.Mi też tego brakowało, przez wiele miesięcy.Teraz przytrafiła nam się szansa od losu, do naprawienia tych relacji.
-Co masz na myśli?
-Spędzajmy ze sobą dużo czasu tak jak wtedy, biegajmy codziennie rano.Róbmy głupie, szalone rzeczy.Pamiętasz jak staliśmy na środku ulicy i wykrzykiwaliśmy jakieś głupie rzeczy?
-Ta kobieta z przystanku zadzwoniła na policję.
-Wylądowaliśmy w areszcie.
-To były wrażenia.-zaśmialiśmy się.
-Pewnie twój ojciec już się martwi.Do zobaczenia.-powiedział i zniknął w lasku.
-Dobranoc, do jutra.-pożegnałam się i weszłam po cichu do wnętrza.Udałam się do swojego pokoju niezauważalnie.Mistrzostwo!Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka.Zasnęłam pełnia wrażeń.
~*~
Ubrana w dres i adidasy z samego rana zeszłam na dół.
-Tato, idę biegać.-poinformowałam go i trzasnęłam drzwiami.Pobiegłam na plaże i zaczęłam biec własnym tempem.Gdzieś w głębi serca miałam nadzieje, że spotkam Matthewa.To całe miejsce mnie przerażało, a najbardziej ta latarnia.Po co ojciec ją kupił tego nie wiem.Nagle poczułam czyjąś obecność.Na całe szczęście był to Matt.Przytuliłam się do niego.
-A to za co?-spytał najwidoczniej zdziwiony.
-Za to, że jesteś.
-Boisz się?
-Nie, ale to miejsce mnie przeraża już nie jest takie jak wtedy.
-Pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć.Przy mnie jesteś bezpieczna.
-Słyszałam już gdzieś te słowa.
-Mia, zostaw przeszłość i żyj tą pieprzoną teraźniejszością.
Podeszłam do oceanu i spojrzałam w niekończącą się wodę.To miejsce było takie magiczne i tajemnicze.Intrygowało mnie.
-Kto pierwszy przy tym drzewie ten wygrywa. -poinformował mnie.Biegłam ile miałam sił w nogach nagle upadłam.Matthew podbiegł do mnie i popatrzał na mnie spanikowany.
-Noga, strasznie boli.-powiedziałam przez łzy.
-Pomogę Ci wstać. -pociągnęłam go w moją stronę i zrobiłam tak aby leżał obok mnie.Popatrzałam mu prosto w jego oszałamiająco błękitne oczy.Był taki spokojny i opanowany.Zbliżyłam się do jego twarzy.Czułam jego miętowy oddech, zawsze był taki świeży.Pocałowałam jego pełne, spierzchnięte usta.Nasz pocałunek był taki lekki i romantyczny.Czułam się wspaniale.
-Całujesz lepiej niż w gimnazjum.-zaśmiał się.
-Za to ty jesteś taki jak wtedy.To ciebie trzeba pierwszego pocałować.Czy mi się wydaje, że to pierwszy powinien całować chłopak.
-Nie denerwuj się tak, złotko.Musimy pomyśleć co z twoją kostką.
-Z kostką wszystko dobrze.
-Czy to był podstęp.
-Sam byś tego nie zrobił dlatego musiałam spróbować pierwsza.-powiedziałam i pobiegłam w głąb lasu.

środa, 14 maja 2014

Rozdział 1

-Córeczko uważaj tam na siebie.Przecież wiesz, że ojciec jest nieodpowiedzialnym człowiekiem.-powiedziała smutna mama.Jesteśmy ze sobą bardzo związane dlatego tak długi okres czasu jest dla nas koszmarem.
-Nie martw się mamo.Poradzę sobie.
-Masz racje niepotrzebnie się martwie.A teraz wchodź już do tego autobusu bo jeszcze odjedzie bez ciebie.-wskazała palcem na stojący bus.Przytuliła mnie mocno i otarła łzę, która powoli spływała po jej gładkim policzku.
-Mamo to tylko dwa miesiące.-wsiadłam do pojazdu, którego tak bardzo nie cierpiałam, a musiałam nim najczęściej jeździć.Usiadłam na tylnym siedzeniu obok okna.Na całe szczęście nikt obok mnie nie siedział.Założyłam słuchawki na uszy i puściłam moją ulubioną piosenkę Miley-Stay.Mimo tego, że tak wiele ludzi ma o niej złą opinię ja uważam, że należy jej się szacunek.Po dwu godzinnej podróży w śmierdzącym autobusie w końcu dojechałam na miejsce.Nagle zobaczyłam znajomą mi twarz.Matthew.
-Cześć.Co ty tu robisz ?-spytałam nieco zdziwiona.
-Twój ojciec mnie prosił żebym po ciebie przyjechał bo mu coś wypadło.
-Super.
-Wyładniałaś przez te kilka lat.-zaśmiał się.
-Dziękuje jak widać Tobie również uroda nie przeszkadza.
Chłopak stanął przy wielkim, czarnym motorze.
-Chyba sobie żartujesz...
-Zanim wsiądziesz załóż kask.-zaśmiał się.
-Nigdy nie wsiądę na tą maszynę śmierci.Nie wiem jak ty, ale ja idę pieszo.-powiedziałam przestraszona.
-Z lękami trzeba walczyć, Mia.
Spojrzałam na motocykl i wzięłam świeże powietrze do płuc.Założyłam kask i skórzaną kurtkę, którą wcześniej podał mi Matt.Wsiadłam na pojazd z ledwością oddychając.
-Złap się moich pleców.-rozkazał.Z niepewnością przytuliłam się do jego umięśnionego tułowia.Przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył.Tak bardzo się bałam, że z oczu leciały mi łzy, nie umiałam nad tym zapanować.Dziesięć minut wielkiego strachu się skończyło.Zsiadłam i oddałam mu rzeczy.
-Było aż tak bardzo źle?-zapytał.
-Jeździsz jak wariat.Już nigdy...
-Cześć córeczko, na reszcie mogę cię zobaczyć.-przerwał mi tata.Podbiegłam do niego i przytuliłam się.
-Dziękuje za podwózkę, Matthew.-odwróciłam się w jego stronę.
-Nie ma sprawy.Cześć Mia.
-Do zobaczenia.-powiedziałam po cichu z nadzieją, że jeszcze się spotkamy.Weszłam z ojcem do małego domu.
-Ale wydoroślałaś.-powiedział patrząc na moje włosy.
-Dlaczego wysłałeś po mnie Matthewa?
-Nie mówił ci? Pracuje u mnie na latarni morskiej.
-Nie, nie mówił.Pójdę się rozpakować.
Poszłam do mojego pokoju i wrzuciłam moje ubrania do dużej, białej szafy.Przeczesałam włosy i poprawiłam makijaż.Użyłam tuszu do rzęs i brzoskwiniowej szminki.Przebrałam się w czarne jeansy, czarną bokserkę, a na to narzuciłam czarno-czerwoną koszulę w kratę.Na nogi nałożyłam czarne conversy.Zeszłam na dół, tata siedział na kanapie więc od razu mnie zauważył.
-A gdzie ty się młoda damo wybierasz o tej porze.
-Po pierwsze jest dopiero 19:00, a po drugie idę zwiedzić okolice.
-No dobrze tylko nie wracaj późno.
Jestem tutaj kilka godzin, a ojciec już mnie wkurza.Wyszłam przed dom.Rozglądnęłam się na różne strony i wybrałam latarnię morską.W końcu jej właścicielem jest mój tata i wypadałoby cokolwiek o niej wiedzieć.Przechodząc przez drzwi wpadłam na jakiegoś chłopaka.
-Przepraszam.-powiedzieliśmy chórkiem.Zorientowałam się, że to Matthew.Zaśmiałam się.
-Gdzie ty idziesz?-zapytał.
-Mam w planach wejść na tą latarnię.
-Oprowadzić cię?
-Byłoby mi bardzo miło.
-Tęsknisz czasem za Californią?
-Tęsknie za Tobą.-powiedziałam nieświadoma swoich słów

wtorek, 13 maja 2014

Prolouge


Po rozwodzie moich rodziców moje życie zmieniło się totalnie.Osobne wakacje, są najgorsze.Zawsze wspólnie wyjeżdżaliśmy na miesiąc nad jakieś morze czy też ocean.Na co dzień mieszkam z matką w Nevadzie, kilka tygodni temu wprowadził się do nas jej narzeczony Richard.Dobrze się z nim rozumiem, nawet mamy ulubione zespoły muzyczne.W te wakacje jadę do ojca, do Californii.Jest właścicielem jakiejś tam latarni morskiej.Obok wybudował sobie mały domek.Wcale mi się to nie podoba, że muszę dwa miesiące przetrwać w tym miejscu.