środa, 28 maja 2014

Rozdział 5

~*~
Ojciec ucieszył się, że przyjechałam tak szybko.
-Chcę naprawić stosunek między nami.Wiem, że wolisz ode mnie Richarda, ale chciałbym się postarać.-powiedział bardzo poważnie.
-Mogę z Tobą zamieszkać i chodzić tutaj do szkoły?
-Będzie mi na prawdę bardzo miło.
-Kocham Cię, tato.
-Ja Ciebie też córeczko.Zaproś tego Matthewa do siebie bo ja muszę coś załatwić na mieście.
-Tato muszę Ci coś powiedzieć.
-Tak?
-Mama jest w ciąży.
-Rozwiedliśmy się mi życzę Twojej mamie jak najlepszego życia.
-Brakowało mi Californi.
-O dziwo miło mi to usłyszeć właśnie z Twoich ust.A teraz muszę już iść.
Ubrałam bikini i wyszłam z domu.Udałam się na plażę, która była pokryta dużą ilością ludzi.Rozłożyłam koc i zaczęłam się opalać kiedy nagle poczułam czyjąś obecność.
-Mogę?Zapytał blondyn z niebieskimi oczami, rozkaładając ręcznik.
-Jasne.
-Czy mi się nie wydaje, że my się znamy?
-Nie wydaje mi się.-nagle obok mnie pojawił się Matthew czule mnie przytulił i złapał za rękę.Poprowadził mnie do wody i wziął na ręcę.Wtedy mogłam zobaczyć w jego oczach uczucie, którym mnie dażył.Nie była to miłość, albo przyjaźń idealnie opisuje to zauroczenie.Czasami myślę czy tak na prawdę do siebie pasujemy...On jest z innego świata, nie umie okazywać uczuć.Lubię wiedzieć na czym stoje.
-Matthewa kim my jesteśmy?Przyjaciółmi, parą, a może zwykłymi znajomymi?-zapytałam idąc po złocistym piasku.
-Mia, wiesz, że to jest dla mnie trudne.
-Co jest dla Ciebie trudne?Chciałabym po prostu wiedzieć kim dla Ciebie jestem.
-Jesteś dla mnie ważną osobą, ale nie umiem określić czy jesteśmy parą.
-W takim razie już idę.Żegnaj.-powiedziałam oschle i zawróciłam w drogę do domu.Myślałam, że na prawdę coś dla niego znaczę, myliłam się.
~*~
Za tydzień miał zacząć się kolejny rok szkolny.Nowa klasa, nowi ludzie.Na całe szczęście będę do klasy chodziła z Lily i Matthewem.Nie rozmawiam z nim od tamtej rozmowy.Ciągle go unikam.Nie mam zamiaru znowu się na nim zawieść.
Poszłam pomóc tacie na latarni kiedy nagle wpadł na mnie Matthew.Spojrzałam na niego i podeszłam do Marca.Nasze usta zaczęły się zbliżać,a po chwili pojednały się w soczysty pocałunek.Matthew do nas podbiegł i walnąl z całej siły Marca w twarz.Mój towarzysz mu oddał i poszedł w stronę pokoju mojego ojca.Lekko przejechałam po ranach na twarzy Matthewa.
-Co Ci trafiło do głowy?!-krzyknęłam w jego kierunku.Spojrzał na mnie i wytarł krew spływającą po jego policzku.
-Nie żartuj, że jesteś zazdrosny o Marca...-powiedziałam kpiąco.
-Po prostu nie umiem na Was patrzeć, razem.
-Nie wiem czy pamiętasz, ale nie wiesz kim dla Ciebie jestem więc mogę robić co chcę.-powiedziałam oschle.
-Mi nadal na Tobie zależy.
-Ale mi na Tobie już przestało.
-Wiem, że czujesz coś innego.Nie okłamuj samej siebie.
-Tak dla Twojej wiadomości z Marcusem nic mnie nie łączy.A do tego co czuje to moja sprawa.-wybiegłam z budynku i udałam się do miejsca, które zawsze pomagało mi w przemyśleniu wszystkiego.


1 komentarz:

  1. Świetny rozdział <3 czekam na ciąg dalszy :*

    Zapraszam do mnie: afroomentaalstoory.blogspot.com ;D

    OdpowiedzUsuń