sobota, 17 maja 2014

Rozdział 2

-Za naszą przyjaźnią.
Za codziennymi rozmowami.
Za tym, że mogłam ci powiedzieć wszystko co miałam na języku.
A najbardziej za tym co nas łączyło.-dodałam po chwili.
-Nie wiem co powiedzieć, Mia.Mi też tego brakowało, przez wiele miesięcy.Teraz przytrafiła nam się szansa od losu, do naprawienia tych relacji.
-Co masz na myśli?
-Spędzajmy ze sobą dużo czasu tak jak wtedy, biegajmy codziennie rano.Róbmy głupie, szalone rzeczy.Pamiętasz jak staliśmy na środku ulicy i wykrzykiwaliśmy jakieś głupie rzeczy?
-Ta kobieta z przystanku zadzwoniła na policję.
-Wylądowaliśmy w areszcie.
-To były wrażenia.-zaśmialiśmy się.
-Pewnie twój ojciec już się martwi.Do zobaczenia.-powiedział i zniknął w lasku.
-Dobranoc, do jutra.-pożegnałam się i weszłam po cichu do wnętrza.Udałam się do swojego pokoju niezauważalnie.Mistrzostwo!Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka.Zasnęłam pełnia wrażeń.
~*~
Ubrana w dres i adidasy z samego rana zeszłam na dół.
-Tato, idę biegać.-poinformowałam go i trzasnęłam drzwiami.Pobiegłam na plaże i zaczęłam biec własnym tempem.Gdzieś w głębi serca miałam nadzieje, że spotkam Matthewa.To całe miejsce mnie przerażało, a najbardziej ta latarnia.Po co ojciec ją kupił tego nie wiem.Nagle poczułam czyjąś obecność.Na całe szczęście był to Matt.Przytuliłam się do niego.
-A to za co?-spytał najwidoczniej zdziwiony.
-Za to, że jesteś.
-Boisz się?
-Nie, ale to miejsce mnie przeraża już nie jest takie jak wtedy.
-Pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć.Przy mnie jesteś bezpieczna.
-Słyszałam już gdzieś te słowa.
-Mia, zostaw przeszłość i żyj tą pieprzoną teraźniejszością.
Podeszłam do oceanu i spojrzałam w niekończącą się wodę.To miejsce było takie magiczne i tajemnicze.Intrygowało mnie.
-Kto pierwszy przy tym drzewie ten wygrywa. -poinformował mnie.Biegłam ile miałam sił w nogach nagle upadłam.Matthew podbiegł do mnie i popatrzał na mnie spanikowany.
-Noga, strasznie boli.-powiedziałam przez łzy.
-Pomogę Ci wstać. -pociągnęłam go w moją stronę i zrobiłam tak aby leżał obok mnie.Popatrzałam mu prosto w jego oszałamiająco błękitne oczy.Był taki spokojny i opanowany.Zbliżyłam się do jego twarzy.Czułam jego miętowy oddech, zawsze był taki świeży.Pocałowałam jego pełne, spierzchnięte usta.Nasz pocałunek był taki lekki i romantyczny.Czułam się wspaniale.
-Całujesz lepiej niż w gimnazjum.-zaśmiał się.
-Za to ty jesteś taki jak wtedy.To ciebie trzeba pierwszego pocałować.Czy mi się wydaje, że to pierwszy powinien całować chłopak.
-Nie denerwuj się tak, złotko.Musimy pomyśleć co z twoją kostką.
-Z kostką wszystko dobrze.
-Czy to był podstęp.
-Sam byś tego nie zrobił dlatego musiałam spróbować pierwsza.-powiedziałam i pobiegłam w głąb lasu.

3 komentarze:

  1. Bardzo fajny blog, ładnie piszesz :3 Oby tak dalej!
    http://s3condbreathe.blogspot.com/ Wpadniesz się zrewanżować do mnie? <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne opowiadanie :3 czekam na ciąg dalszy :*

    Zapraszam do mnie na nowy rozdział: afroomentaalstoory.blogspot.com :D

    OdpowiedzUsuń