środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 11

Zaczęliśmy walić w drzwi z całej siły.Nagle same się otworzyły.Wyszliśmy z pomieszczenia .Znajdowaliśmy się na korytarzu głównym.Zajrzeliśmy do każdego pokoju znajdującego się po drodze.W jednym przykuło coś moją uwagę.Uwięziony tam był tata, ale Lily nie było.Uwolniliśmy go i ruszyliśmy dalej.Nagle zobaczyłam na podłodze Lily.Była martwa.Ciało było sine, a oczy otwarte.Zamknęłam jej oczy moimi palcami.Tak strasznie mi jej będzie brakowało...Dlaczego ją?Mogli mnie zabić...Zasługuje na to...
-Mia musimy iść zaraz ktoś się zorientuje.-powiedział Matthew.
-Żegnaj Lily.-powiedziałam i wybiegliśmy z budynku żadne z nas nie wiedziało gdzie się znajduje.Tabliczka Los Angeles bardzo mnie zdziwiła.Byliśmy tak daleko od domu.
-Musimy jechać do szpitala, Mia krwawi noga.-przypomniał Matthew.
-Nie mamy czasu.Musimy uciekać.-rozkazałam.
-Chodźmy do jakiegoś hotelu.Wyruszymy rano.
Poszliśmy do pobliskiego motelu.Niestety nie było innych pokoi i musiałam być w jednym z Matthewem.Nie uszczęśliwiło mnie to, ale nie miałam innego wyboru.
-Będę spał na podłodze.
-Jeśli chcesz możesz spać na łóżku ja pójdę na podłogę.
-Nie ma mowy,Mia.
-Jak tam sobie chcesz, dobranoc.-powiedziałam zakańczając z nim rozmowę.Kiedy przebudziłam się około godziny trzeciej nad ranem ujrzałam, że Matthew śpi na skraju łóżka.Momentalnie otworzył oczy.
-Przepraszam.Nie powinienem.
-Matthew.-spojrzałam na niego pełna nieświadomości.Ten przybliżył się do mnie i zaczął namiętnie całować.Tego potrzebowałam.Czułości od bliskiej mi osoby.Wsadził mi rękę pod bluzkę, a po chwili pozbył mnie ubrania.Zrobiłam to samo z jego rzeczami.Potem wszystko nabrało tempa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz