wtorek, 1 lipca 2014

Epilog ''Będziesz w moim sercu na zawsze''.

Po tym wszystkim musiałam wyjechać z California.Nie mogłam znieść myśli, że już nigdy nie zobaczę mojego ojca, który zawsze przy gotowaniu podśpiewywał sobie swoje ulubione piosenki.Położyłam bukiet kwiatów na pomniku taty.Przeczytałam. po raz ostatni " Tom Steward" i wyszłam z cmentarza, miejsca którego nienawidziłam całym sercem już od dziecka.Przed wejściem czekał Matthew, jak zwykle siedział na motocyklu. -Proszę, nie wyjeżdżaj.-przytulił mnie. -Muszę, za dużo rzeczy przypomina mi tutaj o tacie. -Mia pomogę Ci dojść do siebie. -Matthew, wyjeżdżam, ale jest osoba, której należą się wyjaśnienia.Zack. -W takim razie zawiozę Cię do niego.Jechaliśmy z prędkością 200 km/h nie zwracałam na to zbyt wielkiej uwagi, rozmyślałam o tym co będzie z moim życiem dalej.Przytulona w jego umięśnione plecy, niemal nie usnęłam.Nie spałam od kilku tygodni, cały czas widzę ojca, który wybrał śmierć.Znajdowałam się przed drzwiami domu Bransonów.Spojrzałam na Matthewa i odważyłam się zapukać do drzwi. -Mia, najszczersze kondolencje.-powiedział, a ja tylko przytaknęłam udając sztuczny uśmiech, od kilku tygodni tak jest. -Mogę wejść, jestem ci winna wyjaśnienia. -Jasne, wchodź.-usiadłam na białej skórzanej kanapie w niewielkim wnętrzu ozdobionym zdjęciami jego rodziny. -Pewnie już wiesz, że wyjeżdżam. -Tak i nie wiem jak wytrzymam bez Ciebie. -I właśnie o to chodzi.Wtedy kiedy nas porwano, mnie i Matthewa.Między nami coś było, coś całkiem innego niż pomiędzy naszą dwójką. -Spodziewałem się tego, nie potrzebnie się wtrąciłem w wasz związek.Przepraszam. -Zack, przyszłam się tutaj z Tobą pożegnać.-przytuliliśmy się, a nasze oczy spotkały się na tej samej wysokości.Musnęłam ustami w jego wargi i wyszeptałam"Żegnaj" ,wyszłam.Matt mnie zawiózł do domu, musiałam zabrać walizkę przed odlotem.Stanęliśmy na przeciwko siebie. -Dziękuje Ci Matthew za te ślicznie spędzone chwile i też za te mniej przyjemne.Dziękuję, że zawsze byłeś przy mnie.-przytuliłam go i pocałowaliśmy się namiętnie.Odjechał.Wzięłam swoją walizkę i zamówiłam taksówkę, która szybko zawiozła mnie na lotnisko.Wchodziłam już do samolotu kiedy usłyszałam wołanie.Tuż obok mnie stał Matthew.Przybliżył się do mnie i namiętnie pocałował. -Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejsza.Nie wytrzymam bez Ciebie ani minuty dłużej.Kocham twój głośny u zarażający śmiech.Twoja długie, brązowe włosy, to, że zawsze jesteś taka miła i kochana.Nie dam rady bez Ciebie żyć.-powiedział. -Matthew, ja Ciebie też kocham bezgranicznie i zawsze tak będzie, ale muszę wyjechać...Zacząć wszystko od początku.Przepraszam...-weszłam do samolotu, a po chwili wystartowaliśmy...Pożegnałam się z California, wspomnieniami i moim ukochanym na zawsze...